a straż mi dzierżą głuche, zimne Moce.

Oto mi płacze i budzi się wiecznie

gość mój tajemny i więzień nieznany —

czasem, jak Helios, gra hymny słonecznie,

a czasem jęcząc jak żebrak złamany,

tuli się do nóg moich — niebezpiecznie!

Bo za jałmużnę łez — on dzikim śmiechem

wstrząsa kamienny sklep — i aż w milczeniu

skarg potępionych napełnia mię echem —

a twarzy jego nie widać w płomieniu —