[jak mnich wyklęty — aż na krańcach wioski —

do samotnego nędzarza — wśród cienia

żebrząc o węglik — w imię męki Boskiej...]

— — — — — — — — — —

odszedł, nademną zwarły się sklepienia —

— — — — — — — — — —

Mroki, pochłońcie mię! wy mię zatopcie, głębiny!

— — — — — — — — — —

On nad urwiskiem, osypany szronem

gwiazd — w zakrwawionem