Perły posadzką, w koralach namioty —

huczą nademną gdzieś przeznaczeń młoty.

Myśl moja rzeźbi posągowe mary

[na Jowiszowem czole stygmat kary].

Po salach błądzę jako lew skrzydlaty,

[echem grobowym wtórzą kazamaty].

W melodyach ciszy nie zadrga zasłona

[w trumnie z ołowiu ktoś jęczy i kona].

Mrok zimny pluszcze w śpiżowe podwoje

[gwiazdy migocą w zmarzłe serce moje].