abym powrócić mógł do Ciebie,

jak słońce w ojczyste zodyaki.

Ale mój okręt wiry niosą —

przebóg! pod więzień ślizgie ściany —

rozpacz mię krwawą zlewa rosą.

I szydzą ze mnie czarni straże

i krzyż gotują mi jutrzenki —

wracam w mych więzień kurytarze.

I to wszak darem z Twojej ręki —

ból — wieczność męki...