Raz przypełznął za szmerem do groty — wąż kusiciel tych głuchych podziemi,

usta chciwie przyłożył do zdroju, lecz się wzdrygnął przed blaskiem nieznanym.

A wtem ujrzał w szafirach królewnę — i swe oczy głębokie, zielone —

swoje oczy widzące w ciemnościach utkwił w bladą płaczącą królewnę —

i mądrymi oczyma pocieszał i prowadził ją w otchłań głęboką —

fosforycznie oczyma przyświecał — i prowadził ją w otchłań głęboko.

Aż pod ręką skrwawioną, co szuka w mroku oparcia

grać poczęły jak dzwony bólów zamarzłych kryształy:

chór wyklętych pielgrzymów nuci pieśń grobu świętego,

tarcze błyskają, miecze — wśród kolumn czarnych bazaltu —