purpurą strojne, zdobyte okręty.

Obłok się we mnie wpił żelaznolicy

i głaz otulił, jak giezło grobowe.

Pamięć półsenną dawnej mam świątnicy,

kiedy się w tęczach ukazował Prowe

i pszczół pobrzękiem szumiały lewady —

pod rosochatym dębem wojsk obrady.

Lecz świat mój umarł. Błądzę nad wybrzeżem

wsłuchany w pomruk wilgotnych kamieni.

Mój róg — bez echa... Cisza mi pacierzem