wśród płomiennych rumaków i grzyw

pędzimy z Nom11 chmurnych czeredą —

a góry pod nami —

a śnieg pianą —

jakby z ziemi wytrysnęły fale —

a dokoła bezmiar szafirowy —

i ogień — i bór — i te sowy,

wpatrzone źrenicą przerażeń,

co pojęła boski szał wydarzeń.

Ale mi łzy płyną gorące,