lecz słodko znoszę katusze —

i śnię — żem kiedyś dawno — żył.

W obojętności

bujnych pokoszonych traw —

idę do Boga —

wśród kolumn czarnych wieczności.

A złota rosa na twarz moją pada.

I wstrząsa dreszcz.

Czarne chmurzyska,

jako bawołów pędzących stada —