tuląc się w wiekuisty bezmiar czarnych szafirów.
Ziemia się rozwarła
i jęło18 zapadać oberwisko19 meteorów
w ziejącą wśród głazów szczelinę.
A straszny ślepiec odepchnął kupę żużli nogą
i przez bór pędzi —
i znowu powraca —
sosny szumiące ugina jak rżysko.
Moje oczy stały się podobne do dwojga
zamarzłych okien.