zaś opuszcza nagle z potęgą —

w straszne zębate kowadło,

na którym się wzdryga

rozkrwawiona hostia17.

Ona oddycha, jak serce —

ona się przyczaja w sobie — i kurczy —

w blasku rozbryzganych płomieni

twarz bledsza od lilij

wschodniego księcia.

Oczy gasną cicho, jak księżyc na morzu,