jak ametysty lśnią: sny prerye; sny jak miesiąc w borze,

i tę ścieżynę modlitwy, ktorą szedł Chrystus raz w mroku.

A dla mnie to bezbrzeżne kraterów gasnących morze,

upiory świateł, wieczność, której już nic nie poruszy —

chyba ten Bóg — co przyszedł mię potępić — w Twoim wzroku.

Kain2

Wyszła mi z boru — w złocie warkoczy

z twarzą indyjskiej Bogarodzicy —

w błękitnych iskrach — w srebrnej przeźroczy —

nadksiężycowej wieszczka świątnicy...