*

Oto mej duszy świątynia — z czarnych, jak miłość, marmurów,

gdziem lud spiżowych posągów zaklął nad głębią rozpaczy.

Niech wicher morski gra, niech strąca lwów — Poskramiaczy

w płynny wulkanów żar — w ogniowy pałac Ahurów.

Tu napowietrzny most z bolesnych krwawych stygmatów

między górami na morzu, jakoby nici pajęcze —

i tu Cię będę niósł, jak chmura porwaną tęczę,

na ten najwyższy cypl — w zorzy polarnej dwóch światów.

I Tobie oddam regiony, co w skalnych zboczach mej duszy,