w złotą, błękitną, migotną Nirwanę —

w czarne, bezdenne, spienione granity.

Palmy

Widzę w Twych oczach ciemne morza tonie

i szafir nieba, co się w nich przegląda —

roskosz otchłani, która śmiercią zionie —

ciszę bezmiarów — których się pożąda.

Lub mi się zdaje, że to leśne głusze

w podzwrotnikowem słońcu gorejące —

a w głębi zimne; strojne w pióropusze