by cię nie straszyć bezmiarem mych mąk —

ale się spojrzeć strzeż w lico Meduzy,

gdzie z obłąkanych oczu płyną czarne śluzy

na gwoździe rąk.

W zimnym Tartarze — ja posąg antyczny,

z torsem bez kolan i oczyma z dziur —

uśmiech na twarzy mojej sardoniczny,

a w piersiach źródło miłości mistycznej,

jak tęcza z chmur.

Wyspa Gorgon