Pohulaj, Kozacze!”

Poszedł Gonta pochylony,

Słania się jak pjany110.

Pożar świeci — Gonta spojrzy,

Spojrzy — zadumany —

I uśmiechnie się straszliwie,

Patrząc w step olbrzymi; —

Wstrząsł się wreszcie, otarł oczy

I zniknął gdzieś w dymie.

Epilog