Lecz na wiatr poszła siła y gniew mściwy,

Bo się razowi Tankred postrzeżony

Umknął y w stronę uskoczył skwapliwy.

Sameś ciężarem padł swem obalony,

Y z tey miaryś beł, Argancie, szczęśliwy,

Żeś sam przyczyną sobie beł swey zguby,

Y nikt z padnienia twego nie ma chluby!

25.

W ten czas rozszerzył rany bok otwarty,

Z których gorącey krwie ciekły strumienie,