Potem przed stołem ukląkł i modlitwy odmawiać zaczął. Wówczas nagle dusza z niego wyszła, do Chrystusa idąc. Tłum ją wielki aniołów do nieba poniósł. A wszystko to towarzysze jego dobrze widzieli. Ujrzeli także rękę, jak się z nieba opuściła, ale nie widzieli ciała. Zasię ta ręka, wprost ku naczyniu świętemu zdążając, ujęła je i do nieba poniosła. Odtąd żaden już człek tak zuchwały się nie znalazł, który by mówił, że Świętego Graala oglądał.
Kiedy Bors z Percewalem ujrzeli, że nie żyje Galahad, tak bardzo się zasmucili, jak tylko człowiek smucić się może. A gdyby mniej dobrymi ludźmi byli, w rozpacz by pewno popadli. A cały lud tego miasta i całej tej krainy płakał po Galahadzie. Potem pogrzebano go.
Zaraz po pogrzebie Pan Percewal do pustelni poza miastem leżącej się udał, gdzie przez rok i dwa miesiące świętym życiem żył, potem ze świata tego odszedł.
Zaś Pan Bors, gdy tak samotnym w krajach dalekich się ujrzał, Sarras opuścił i nad morze pojechał. Tam na okręt wsiadł i zdarzyło się, że szczęśliwie do królestwa Logris powrócił. Do Camelotu, do króla Artura się udał. Tam powitał rycerza radością dwór cały, gdyż mniemano, że już życie postradał, skoro przez czas tak długi do kraju nie wracał.
A gdy posiłek razem spożyto, król najuczeńszych pisarzy do siebie zawołał, ażeby zapisali wspaniałe przygody dobrych rycerzach. A gdy opowiedział Bors o przygodach, jakich, Świętego Graala szukając, z towarzyszami swymi Galahadem i Percewalem doświadczył, mówił Lancelot o tym, co mu się wydarzyło, kiedy Świętego Graala szukał. A spisano to wszystko w wielkich księgach, które potem do skrzyń złożono w Salisbury187.
XXVII. O Panu Lancelocie i Pięknej Panience z Astolatu
Kiedy skończyło się szukanie Świętego Graala i wszyscy rycerze, ci, co żywi zostali, do Stołu Okrągłego znów powrócili, wielkie na dworze zapanowało wesele. Zwłaszcza król i królowa Ginewra radowali się wielce powrotem rycerzy do domu, a najwięcej cieszyli się oni z powrotu Pana Lancelota i Pana Borsa, albowiem dawno już obu ich nie widzieli.
Wówczas to, jak opowieść nam mówi, Pan Lancelot zapomniał o obietnicy, jaką był pustelnikowi w czasie wyprawy do Świętego Graala złożył, i chętnie królową widywać zaczął. Chociaż bowiem o Bogu zdawał się tylko myśleć, Świętego Graala szukając, przecie najskrytsze jego myśli i serce wciąż się ku Ginewrze zwracały. Gdyby nie to, najwięcej by ze wszystkich rycerzy w tej wyprawie dokonał. A tak teraz, kiedy Ginewrę na dworze blisko miał, nie schodziła mu już ona całkiem z myśli. Wielu też na dworze mówić o tym między sobą zaczęło, a już najwięcej Pan Agrawen, Pana Gawaina brat, gdyż ten, co w sercu, to i na języku miał.
I tak trwało to czas jakiś. Jednego dnia król wielki turniej i gonitwy obwołać heroldom kazał. A miały się one odbyć w Camelocie, czyli Winchester. Gotował się król Artur na ów turniej jechać i królową ze sobą chciał zabrać. Ale ona wymówiła się od tego, chorobę udając. Zmartwiło to króla, gdyż nigdy jeszcze od owej niedzieli Zielonych Świątek, kiedy to Galahad dwór królewski opuszczał, nie było się tylu świetnych rycerzy razem zjechało. Wielu zaś mniemało, że to z powodu Pana Lancelota nie chciała królowa turnieju oglądać, wymówił się był bowiem i Lancelot, że z królem nie pojedzie, gdyż mu dawna rana doskwiera.
I tak, kiedy król odjechał, przywołała królowa do siebie Pana Lancelota i rzekła mu, iż na naganę prawdziwie sobie zasłużył, pana swojego opuszczając. I radziła mu też, żeby na turniej do Winchester pojechał. Tedy na drugi dzień rankiem królową pożegnał i w drogę ruszył. Przez cały dzień jechał, zasię pod wieczór do Astolatu przybył. (Dziś Astolat Gilford188 się zowie). A tam na zamku stary baron, Pan Bernard z Astolatu, mieszkał. On też Panu Lancelotowi gościny udzielił. A chociaż wielce uprzejmie go powitał, nie wiedział wcale, że Pana Lancelota u siebie gości.