Po śmierci króla całe miasto zatrwożyło się i nie wiedziano, kogo by królem obrać. Zasię kiedy nad tym radzono, głos dał się słyszeć, który im nakazywał najmłodszego z trzech przybyłych rycerzy królem uczynić, albowiem pomyślnością wielką ludzi tego miasta i rodziny ich on obdarzy. Tedy za zgodą całego miasta Galahad królem obrany został.

A kiedy wyjeżdżał ziemie swoje oglądać, kazał skrzynię złotą, klejnotami wysadzaną, wokół srebrnego stołu sporządzić, ażeby naczynie święte chroniła. Każdego też dnia wczesnym rankiem chodzili trzej towarzysze modlić się przed Świętym Graalem.

Zasię w wigilię Nowego Roku, kiedy jak zwykle w czas rano do Świętego Graala przyszli, ujrzeli, że przed naczyniem cudownym człek jakiś w szatach biskupich klęczy. Roje aniołów go otaczały. A on na Galahada po imieniu zawołał i rzekł mu:

— Wystąp, sługo Chrystusowy, a ujrzysz, coś pragnął był bardzo oglądać.

Wówczas dygotać począł Galahad, jako bywa, kiedy ciało śmiertelne ma ujrzeć rzeczy, które od ducha są. Potem obie ręce ku niebu podnosząc, powiedział:

— Dzięki Ci, Panie, albowiem teraz wiem, czegom przez dni wiele pożądał. Obym też, Święty Boże, nie żył dłużej, jeśli Ci się tak, Panie, spodoba.

Natenczas biskup sakrament wziął i Galahadowi dał spożyć. Z radością i pokorą przyjął go rycerz.

— Wiesz teraz, kim jestem? — starzec zapyta. — Jam jest Józef z Arymatei, którego Pan nasz posłał tutaj, aby ci towarzystwa dotrzymał. A wiesz ty, dlaczego mnie właśnie nad innych On przełożył? Albowiem w dwóch rzeczach byłeś mi podobien: żeś cuda Świętego Graala oglądał i żeś rycerzem czystym i cnotliwym był, jakim i ja byłem i jestem.

A gdy starzec słowa te wypowiedział, podszedł Galahad do Percewala i do Borsa i ucałował ich, i Bogu polecił. Powiedział też:

— Panu mojemu, Lancelotowi, pozdrowienie ode mnie zanieście i powiedzcie mu, aby niestałość tego świata miał w pamięci!