Potem mieszkańców zamku Astolat pożegnał i z Panem Lawenem do Winchester pojechał. A kiedy dowiedział się król Artur, że Pan Lancelot cały i zdrów powrócił, wielce się tym ucieszył, a z nim razem cieszyli się wszyscy rycerze Okrągłego Stołu. Jeden tylko Pan Agrawen i Pan Mordred drugi radości tej nie dzielił.

A teraz do Pięknej Panienki z Astolatu wracajmy, która po wyjeździe Pana Lancelota z wielkiej żałości całkiem spać ani jeść, ani pić nie mogła, tylko dniem i nocą za rycerzem umiłowanym płakała. Wreszcie po dniach dziesięciu tak z sił opadła, iż poczuła, że umrzeć jej przyjdzie. Przeto na śmierć się gotowała, ciągle Pana Lancelota opłakując.

Wówczas rzekł jej spowiednik, aby owe myśli ziemskie porzuciła. Ale ona mu odpowie:

— A dlaczegóż bym ich zaniechać miała? Przecież na ziemskim tu świecie żyję i póki się jeszcze oddech w ciele moim kołacze, mogę swego miłego płakać do woli, gdyż żadnej mi to ujmy nie czyni, że śmiertelnego, jako i ja, człeka miłuję. Boga też na świadka biorę, żem jednego tylko Pana Lancelota z Jeziora w życiu moim kochała, a jakom jest dzieweczką czystą, nigdy innego nie będę miłować. A ponieważ Bóg dopuścił, ażebym z miłości do tak szlachetnego rycerza ginęła, przeto błagam Cię, Ojcze Wysoki na niebie, abyś nad duszą moją miał zmiłowanie. A i to widziałeś przecie, słodki Panie Jezu, żem mało Cię obrażała, przykazań Twoich nie zachowując — jedno tylko — żem szlachetnego rycerza, Pana Lancelota, nad miarę wszelką nad własną duszę umiłowała, ale to dlatego, dobry Panie, żem się sile tej miłości oprzeć nie mogła, za co teraz i umrzeć mam.

Potem przywołała ojca swego, Pana Bernarda, i brata swego, Pana Tyrre, i serdecznie ojca prosiła, aby dozwolił bratu jej list napisać, słowo w słowo, jak mu dyktować będzie. I zgodził się na to jej ojciec. A kiedy Pan Tyrre list całkiem według jej woli napisał, znów do ojca prośbę zaniosła. Zasię chciała, aby po śmierci jej ciało w szaty najbogatsze przyodziane w barce złożono, całej czarnym brokatem okrytej. Do prawej dłoni, prosiła, aby jej ów list przed śmiercią napisany włożono. I tak, żądała, aby jeden tylko wioślarz, ową barką wzdłuż Tamizy sterując, do Westminsteru191 ją zawiózł.

A kiedy zmarła, uczyniono wszystko, jak sobie była życzyła. Owóż zdarzyło się, że król Artur z królową Ginewrą, w oknie pałacu stojąc, rozmawiali, a na rzekę spojrzawszy, barkę żałobną ujrzeli. Zadziwili się też, co by to znaczyć mogło. Zaraz król trzech rycerzy nad rzekę posłał, aby mu wiadomość o tym przynieśli. Tedy owi trzej rycerze do barki podeszli i ujrzeli w niej zwłoki pięknej dziewicy na bogatym posłaniu leżące oraz wioślarza samotnego, który ni słowa przemówić nie chciał. To i doniesiono królowi. Wówczas król królowej rękę podał i oboje nad rzekę zeszli, i ujrzeli piękną dziewicę w stroju bogatym, która leżąc, uśmiechać się zdawała. Wtedy też królowa list w prawym ręku panienki dostrzegła. W obecności wielu zebranych rycerzy pisarz uczony list ten odczytał. A słowo po słowie tak ten list powiadał:

„Panie Lancelocie, rycerzu wielce szlachetny! Oto śmierć kazała teraz nam dwojgu o twoją miłość się spierać. Kochałam cię, Piękną Panienką z Astolatu zwana, przeto do pań wszystkich się zwracam, o westchnienie nad sobą prosząc. Pomódlcie się nade mną i pogrzebem mnie uczcijcie, i grosz żałobny na mszę za duszę moją dajcie. Bóg mi świadkiem, że dzieweczką czystą ja umarłam. Módl się za moją duszę, Panie Lancelocie, ty, który rycerzem niezrównanym jesteś”.

A kiedy list odczytano, zapłakali król, królowa i rycerze wszyscy z żalu nad skargą panienki. Potem po Pana Lancelota posłano. A kiedy rycerz całego listu, słowo po słowie, wysłuchał, wówczas tak do króla powiada:

— Panie mój, królu Arturze. Wielce ja nad śmiercią tej pięknej panienki boleję, ale Bóg widzi, że jeśli przeze mnie ona umarła, tom tego nie chciał. Nie powiem ja o niej nic innego, tylko że piękna i dobra zarówno była, wielem też od niej serca doznał, ale nie moja to wina, że bez żadnego pomiarkowania mnie ona kochała.

A wtedy rzeknie mu król: