— Prawdziwie — król Artur na to mu powie — dobrze mówisz. Zgodnieś też z honorem postąpił. A za ten zaszczyt, jaki sam sobie czynisz, póki mego życia miłować ciebie i ufać tobie będę. Albowiem powinnością to jest rycerza, na cześć rycerską dbałego, towarzyszowi swojemu w niebezpieczeństwie będącemu na pomoc śpieszyć. Tylko ten, kto szlachetny, nie ścierpi, aby szlachetnych niesława dotknęła. Ale taki, co bez honoru jest i z tchórzostwem za pan brat żyje, ten ci, innego człeka w niebezpieczeństwie widząc, uprzejmości ani też dobroci w żadnym sposobie w sobie nie dopuści. Tchórze bowiem bezlitośni są, zasię człek poczciwy tak innym czyni, jako by pragnął, aby i jemu czyniono.

Tak oto odbywały się w owych czasach uczty wspaniałe, przy których królowie i książęta zasiadali, i biesiady, i gry rycerskie, i zabawy przeróżne, i wszelkie rozrywki szlachetne. Zasię ten, kto rycerskim, szczerym i wiernym druhom swoim był, w onych dniach w miłości ludzkiej chadzał.

XXIX. O królowej Ginewry przejażdżce majowej i o tym, co z tego wynikło

I tak zbieżał193 czas od dnia Panny Marii Gromnicznej do Wielkiejnocy, a gdy i ta przeminęła, miesiąc nadszedł maj, w którym każde mężne serce rozkwita, aby owoc wydało. Gdyż podobnie jak drzewa i zioła kwieciem wystrzelają w maju, tak i każde żywe serce wiosenną ochotą wzbiera, ażeby w żywych czynach zakwitnąć. Więcej bowiem niż każdy inny miesiąc ma to maj w sobie, że odwagę ludzi na nowo krzepi i przywołuje im na pamięć wspomnienie dobroci doznanej i usług oddanych i wielu uczynków serdecznych, o których przez niedbałość swoją byli zapomnieli. A jako miesiąc maj po ogrodach rozlicznych kwitnie i rozkwita, tak niech i serce szlachetne owoc wyda, najpierw Bogu na chwałę, potem na radość tym, którym wierność swoją przyrzekło.

A wydarzyło się w miesiącu maju, że królowa Ginewra przywołała do siebie dziesięciu rycerzy Okrągłego Stołu i oznajmiła im, iż na przejażdżkę z nią rankiem majowym pojadą w pola i lasy, wokół Westminsteru się rozciągające.

— A nakazuję wam — mówiła — abyście rumaki piękne wzięli i strój wszyscy przywdziali na się zielony z sukna albo i jedwabiu. Ja zasię dziesięć pań z dworu mego ze sobą wezmę, każdy przeto rycerz damę powiedzie. I każdy giermka niech ze sobą zabierze i dwóch rękodajnych194.

Tedy przystroili się co najpiękniej i wszystko do tej przejażdżki przygotowali, i na drugi dzień rano z królową pojechali. I tak sobie w wesołości wielkiej i rozradowaniu po lasach i po błoniach, kędy im się podobało, jeździli.

Owóż o siedem mil od Westminsteru rycerz jeden, Meliagransem zwany, mieszkał na zamku, co go w darze od króla Artura był otrzymał. A z dawna już pragnął ten rycerz królową porwać, ale nie odważył się nigdy na ten niecny czyn, póki Pan Lancelot królowej towarzyszył. A miała wówczas królowa w zwyczaju nie wyjeżdżać inaczej, jak ze świtą całą zbrojnych rycerzy, po większej części młodzików na zaszczyty łasych, których też i rycerzami królowej nazywano. Ale teraz ów rycerz, Pan Meliagrans, królową z dawna śledząc, wiedział był, że ten zamiar przejażdżki powzięła, że Pan Lancelot towarzyszyć jej nie będzie i że tym razem dziesięciu tylko rycerzy jechać z nią miało, bez zbroi, w zielonych jeno szatach majowych. Pomyślał też sobie, że oto dobra mu się sposobność nadarza, ażeby królową pochwycić. I zaraz dwudziestu ludzi zbrojnych zgromadził i stu łuczników, którzy mieli na rycerzy królowej uderzyć.

I tak, kiedy królowa i jej rycerze wesoło i godnie się zabawiali, zioła przeróżne, mchy zielone i kwiaty zbierając, Pan Meliagrans z lasu ze stu dwudziestu zbrojnymi ludźmi wypadł i zakrzyknął, ażeby nikt z miejsca się nie ruszał.

— Zdradziecki rycerzu! — królowa zawoła. — Co czynić zamierzasz? Czy ci nie wstyd? Pomyśl, że sam synem królewskim będąc i rycerzem Okrągłego Stołu, chcesz niesławę na pana swojego, najszlachetniejszego z królów, który cię rycerzem uczynił, ściągnąć. Siebie i rycerstwo całe hańbą okryjesz. Ale wiedz to, że znieważyć ci się nie dam i prędzej gardło sobie poderżnę, niżbyś mi ubliżyć miał.