Półtorej godziny od tej chwili ledwo minęło, a królowa Ginewra, w zamku Meliagransa z paniami swymi we wnęce okiennej siedząc, zbrojnego rycerza ujrzała, jak na wozie stojąc, nadjeżdżał.
— Spójrz, pani — jedna z dwórek jej rzeknie — oto rycerz w pełnej zbroi na wozie jedzie, tak myślę, że wieszać chyba go będą.
Ale królowa po tarczy poznała, że to Pan Lancelot przybywa i powiada:
— Widzę ja teraz, że nie zginie, kto przyjaciół ma wiernych. Ach, niestety, wielce szlachetny rycerzu, w srogich się snadź199 znalazłeś opałach, skoro na wozie jedziesz.
Tymczasem Pan Lancelot do bram zamku przybył i z wozu zeskoczywszy, zakrzyknął wielkim głosem, aż się cały zamek trzęsie:
— Gdzie jesteś zdrajco nieszczery, Panie Meliagransie, rycerzu Okrągłego Stołu? Wystąp, rycerzu zdradziecki, z towarzyszami swymi, albowiem przybyłem tu, Pan Lancelot z Jeziora, ażeby walczyć z tobą.
To powiedziawszy, rycerz bramę wywalił, odźwiernemu taki cios rękawicą swoją za uchem wymierzywszy, że ów, zamroczony, na ziemię padł.
Zasię Pan Meliagrans, usłyszawszy, że Pan Lancelot przybył, do królowej Ginewry przybieżał i na kolana przed nią padł, na jej łaskę całkowicie się zdając i prosząc, ażeby gniew Pana Lancelota pohamować chciała.
— Zawszeć lepszy pokój niźli wojna — królowa rzecze — a im mniej wrzawy, tym i dla dobrej mojej sławy lepiej.
Tedy z dwórkami swymi na dół do Pana Lancelota zeszła i podziękowała mu za trudy, jakie sobie dla niej był zadał. Powiedziała mu też o Pana Meliagransa skrusze i prosiła, aby na zamek Pan Lancelot wszedł pokój z Meliagransem uczynić.