Tedy owi dwaj bracia spisek uknuli, jakby to Pana Lancelota u królowej przychwycić i żywego czy martwego do króla zawlec. I tak na drugi dzień dwunastu jeszcze innych rycerzy, zebrawszy się wszyscy w komnacie jednej na zamku Carlisle200, gdzie królowa przebywała, się ukryło. Takim sposobem Pana Lancelota osaczyć zamierzali, gdyby go królowa do siebie przywołać zechciała. Pan Lancelot tchórzem nie był, zasię dobrej woli i wierności pełne serce mając, niewiele sobie czynił z kłamliwych języków gadania. Toteż gdy królowa znać mu dała, że pomówić z nim pragnie, jak szczeremu rycerzowi przystało, na zamek do niej pośpieszył. I tak w pułapkę wpadł. A w walce, co się wywiązała, nie lada miał robotę, tylu naraz nieprzyjaciół przeciw sobie widząc. Przecie Pana Agrawena od pierwszego ciosu zaraz zabił, potem i tamtych dwunastu rycerzy martwych na ziemi rozciągnął. Także i Pana Mordreda ranił, ten jednakowoż umknąć zdołał, na konia wskoczył i krwią cały ociekając, do króla pognał.

Wtenczas opowiedział Arturowi, co i jak było, i jak wszyscy rycerze oprócz niego jednego życie postradali. Tedy uwierzył król Artur Pana Mordreda oskarżeniom i wykrzyknie:

— O, biada mi! Że też mógł kiedy taki rycerz jak Pan Lancelot przeciw mnie stanąć! Wiem ja teraz, że już nadszedł kres szlachetnemu Bractwu Okrągłego Stołu, bowiem za Panem Lancelotem wielu innych rycerzy mnie porzuci. Takoż wydarzyło się, że i honor mój splamiony został i nie oczyszczę go inaczej — jedno tylko: królowa umrzeć musi.

Tedy sąd zwołano i spisano wyrok, że królowa karę śmierci ma ponieść, albowiem takie w owych czasach prawo było, iż kogo winnym zdrady przeciw królowi uznano, choćby i z najwyższego stanu i rodu pochodził, gardło dać musiał. Owóż i królową śmierć czekała, a skazano ją na spalenie na stosie.

Prosił król Pana Gawaina, aby najlepszą zbroję na siebie wdziawszy, z braćmi swoimi, Panem Gaherisem i Panem Garetem, królową na miejsce stracenia powiózł, gdzie wyroku miała wysłuchać i śmierć w ogniu ponieść. Ale Pan Gawain, przekonanym będąc, że niewinną jest królowa zdrady, o którą ją oskarżano, nie chciał, aby kiedykolwiek powiedziano o nim, że w jej sromotnym straceniu udział jaki brał. Także Pan Gaheris i Pan Garet nieradzi byli z królową jechać, ale młodszymi będąc, nie śmieli się królowi przeciwić. „Jeśli na twój wyraźny, panie, rozkaz — mówili — udać się tam mamy, to już nam to wybacz, że bez zbroi pojedziemy i broni żadnej ze sobą nie biorąc”.

I tak wyprowadzono królową z jej zamku i na śmierć się gotowała. A zaczęło się też wtedy powszechne płakanie, a zawodzenie, a rąk załamywanie — tak panowie możni i damy królową żegnali. Niewiele też wówczas o porządku myślano i mało kto z rycerzy zbroję na siebie wdział.

A kiedy nadeszła chwila, że ogień pod stos miano podłożyć, konie ostrogami bodąc i do skoku je zrywając, zbrojną gromadą Pan Lancelot ze swoimi towarzyszami nadjechał, a kto im na drodze stanął — wszystkich ścinali. I tak w tym zgiełku i zamieszaniu, kiedy to Pan Lancelot to tu, to tam się rzucał, zdarzyło mu się dwóch szlachetnych rycerzy, Pana Gaherisa i Pana Gareta, zabić. Bez zbroi bowiem obaj byli i całkiem na tę napaść nieprzygotowani. Prawdę rzekłszy, nie dostrzegł ich Pan Lancelot, i tak martwych w gęstwie trupów potem znaleziono.

A gdy tego Pan Lancelot dokonał, że jednych zabił, drugich do ucieczki przymusił, wprost do Damy Ginewry podjechał i na koniu swoim ze sobą ją posadził, i prosił, aby się niczego nie lękała i dobrej była myśli. A słusznie to mniemać możecie, że rada była królowa śmierci uniknąć, toteż gorąco Bogu i Panu Lancelotowi dziękowała.

Tak to Pan Lancelot z królową w drogę się puścił i do zamku swego, zwanego Strażnicą Radosną, ją zawiózł. Tam, jak szlachetnemu rycerzowi przystało, cześć wielką jej okazywał. Wielu zaś panów możnych i niektórzy królowie rycerzy swoich dobrych do zamku Pana Lancelota przysłali; wielu też szlachetnych rycerzy sami z siebie do niego się udało.

A kiedy jawnym powszechnie się stało, że król Artur z Panem Lancelotem są w zwadzie, wiele serc smutkiem się ścisnęło. Zaś sam król, gdy się dowiedział, jak Pan Lancelot królową ze stosu porwał, i gdy o śmierci szlachetnych swoich rycerzy usłyszał, a zwłaszcza o Pana Gaherisa i Pana Gareta zgonie — z żałości wielkiej omdlał. A kiedy z omdlenia się ocknął, powiedział: