— O, biada mi, żem kiedykolwiek koronę na głowę włożył! Dziś bowiem utraciłem towarzyszy szlachetnych, najlepsze rycerstwo, jakie tylko król chrześcijański zdolny był kiedy przy sobie zgromadzić. A biada, że się ta zwada okropna była zaczęła. Śmierć dwóch tych braci większą, niż jakakolwiek kiedy była, wojnę na nas ściągnie, bowiem z pewnością, skoro tylko Pan Gawain się dowie, iż Pan Garet zabitym został, już mi spokoju nie da, dopóki Pana Lancelota i całego rodu jego do zguby nie przywiodę albo sam przez niego nie zginę. O, Agrawenie, Agrawenie, niech się Jezus nad duszą twoją zlituje, gdyż twoja to i Pana Mordreda złość przeciw Panu Lancelotowi całą tę biedę sprawiła.

XXXI. O tym, jak Pan Lancelot od króla i od Strażnicy Radosnej odjechał

Przyszedł do Pana Gawaina jeden taki, który mu powiedział, że Pan Lancelot królową uprowadził i że blisko dwudziestu czterech rycerzy Arturowych poległo.

— Dobrzem to wiedział — Pan Gawain wówczas powie — że Pan Lancelot królową odbije albo też w walce o nią polegnie. A jeśli prawdę mam rzec, to gdyby jej z pomocą nie pośpieszył, rycerzem bez honoru by się okazał, tym bardziej że przez niego miała być na stosie spalona. Po rycersku on postąpił, jako i ja na jego miejscu bym uczynił. Ale gdzie są bracia moi? Dziwno mi, że o nich nie słyszę.

Tedy powiedział mu ów człek, że Pan Gaheris i Pan Garet obaj z ręki Pana Lancelota polegli.

— Temu nie uwierzę — Pan Gawain rzeknie — żeby Pan Lancelot brata mojego, Pana Gareta, zabił. Miłował ci go Pan Garet więcej niż mnie, więcej niż samego króla nawet. Pan Lancelot go rycerzem uczynił, a gdyby był tylko zechciał, poszedłby za nim Pan Garet i przeciwko królowi i nam wszystkim stanął. Dlatego nigdy w to nie uwierzę, żeby Pan Lancelot miał brata mojego zabić.

Ale kiedy w końcu dowiedział się, że naprawdę Pan Gaheris i Pan Garet z ręki Pana Lancelota zginęli, wszelka radość go opuściła. Na ziemię zemdlony upadł i przez długi czas jak martwy tam leżał. A kiedy wreszcie z omdlenia powstał, do króla z płaczem i krzykiem pobiegł i powiedział mu:

— O, królu Arturze, panie mój i wuju, wiedz to, że od dziś walki z Panem Lancelotem szukać będę i nie spocznę, dopóki jeden z nas drugiego nie zabije. Przeto do wojny się gotuj, ażebym mógł krzywdę swoją pomścić.

A ściągnęło do króla Artura wielu rycerzy, grabiów i diuków, tak że wielkie wojsko miał przy sobie. Poczyniono tedy przygotowania, ażeby Pana Lancelota w jego zamku, Strażnicy Radosnej, oblec. Usłyszawszy o tym, Pan Lancelot towarzyszy swoich zgromadził, a trzymało z nim wielu rycerzy dobrych. Jedni z miłości dla niego, inni dla królowej to czynili. I tak obie strony do walki, jak należy, się przysposobiły, i nie brakło im nic z rzeczy na wojnie przydatnych.

Ale całkiem niechętnie Pan Lancelot do tej walki z królem się zbierał, przeto w zamku swoim warownym się zamknął, zaopatrzywszy go w zapasów dostatek i w ludzi siłę znaczną. Przez długi też czas, chociaż król z Panem Gawainem, nadszedłszy, całą Strażnicę Radosną i zamek, i miasto wojskiem otoczyli, sam z zamku się nie wychylał i rycerzom swoim poza mury wyjeżdżać zakazał.