A potem do Ginewry Pan Lancelot się zwrócił, na głos mówiąc, ażeby go król i wszyscy inni słyszeć mogli:
— Dostojna pani, oto już na zawsze od ciebie i od tego bractwa szlachetnych rycerzy odjeżdżam. A skoro już tak się dzieje, proszę cię, módl się za mnie i dobrze mnie wspominaj. A jeżeli kiedy krzywdy jakiej od złych języków ludzkich doznasz, to mi wtedy, pani moja, słóweczko jedno poślij, a jeśli tylko dłoń rycerza walką obronić ciebie będzie mogła, moja to dłoń uczyni.
To powiedziawszy, królową ucałował i po wszystkich patrząc, rzeknie:
— A teraz niech wystąpi, kto by twierdzić śmiał, że królowa panu memu Arturowi nie jest wierną. Niech wystąpi, jeśli się taki znajdzie.
Potem do króla Ginewrę przywiódł i pożegnał się, i wyszedł z sali. A nie było wówczas króla ani diuka, ani grabi, ani barona, ani rycerza, ani niewiasty szlachetnej, kto by się od łez powstrzymać mógł. I płakali wszyscy jak ludzie, którzy od zmysłów odchodzą, jeden tylko Pan Gawain oczy miał suche.
A kiedy szlachetny Pan Lancelot konia dosiadł i z Carlisle wyjechał, płacz i szlochanie za nim szły i żal wielki.
A on ku Strażnicy Radosnej konia skierował, którą był odtąd Strażnicą Bolesną zawsze nazywał. I tak dwór Arturowy na zawsze opuścił.
XXXII. O tym, jak król Artur z Panem Gawainem królestwo Pana Lancelota najechali
Kiedy Pan Lancelot z Carlisle do Strażnicy Radosnej przybył, towarzyszy swoich on zwołał i zapytał ich, co też czynić dalej zamierzają. Wówczas wszyscy, jak byli, jednym głosem mu odrzekli, że to samo, co i on, uczynią. Tedy powie im:
— Towarzysze mili! Ja to królestwo szlachetne opuścić muszę. A ta mnie żałość trapi, że bez honoru stąd jadę, nigdy bowiem człek wygnany z kraju jakiego czci zeń swojej cało nie wyniesie. Przeto się troskam, bo lęk mnie zdejmuje, czy też gdy mnie już nie stanie, nie będą kroniki mówiły o mnie, żem z tej ziemi wygnany był.