I siłę uderzeń swoich podwoił, wkrótce też taki cios Panu Gawainowi po hełmie wymierzył, że upadł rycerz bokiem na ziemię zemdlony. Zasię skoro tylko się ocknął, ręką na Pana Lancelota skinął i powie:
— Widzisz przecie, rycerzu zdradziecki, żem ducha nie wyzionął. Podejdź tu do mnie i do ostatka ze mną walcz.
— Nie uczynię ja więcej nad to, com uczynił — Pan Lancelot mu odpowie. — Kiedy cię znowu zdrowym zobaczę, walczyć z tobą będę, dopóki się na nogach utrzymasz, ale niech mnie Bóg od takiego wstydu uchroni, żebym miał w rannego uderzać, który powstać nawet nie ma siły.
To powiedziawszy, zawrócił i ku miastu odjechał.
Zasię Pan Gawain, wciąż „Zdrajco!” i „Zdrajco!” za nim wołając, powiada:
— Wiedz to, Panie Lancelocie, że skoro tylko do sił wrócę, znów spotkania z tobą szukać będę, a nie zostawię cię w spokoju nigdy, póki jeden z nas nie zginie.
I tak ciągnęło się dalej oblężenie. Pan Gawain blisko miesiąc chory leżał, a kiedy wreszcie zdrowie odzyskał i gotował się za trzy dni do walki z Panem Lancelotem stanąć, przyszły z Anglii do króla Artura wieści, które sprawiły, że dalszej wojny zaniechał i z wojskiem całym ziemie Pana Lancelota opuścił.
XXXIII. O zdradzie Pana Mordreda
Kiedy Pan Mordred zarządcą całej Anglii był, kazał on listy podrobić, jakoby zza morza nadeszłe210. Zasię głosiły te listy, że król Artur w walce z Panem Lancelotem poległ.
Wówczas Pan Mordred parlament zwołał, wszystkich możnych panów zgromadził i tak nimi pokierował, że go królem obwołali. W Canterbury się ukoronował i ucztę tam wielką wyprawił, która dni piętnaście trwała. Potem do Winchesteru pociągnął, do królowej Ginewry, i wręcz jej oświadczył, że ją za żonę pojmie. A przecie wuja jego małżonką była!