A wówczas król mu powie:

— Panie Gawainie, posłucham ja twojej rady, przecie wydaje mi się, że źle czynię, propozycję uczciwą Pana Lancelota odrzucając.

Tedy odesłał Pan Gawain pannę, odpowiedź jej dawszy, że na pokój już za późno. I tak rozpoczęła się wojna.

Nigdy jeszcze Pan Lancelot mniej niż teraz walki nie pragnął, ale bronić się musiał. A kiedy wojska królewskie cały Benwick obległy i rycerze, drabiny do murów przystawiwszy, na wały piąć się zaczęli, srogi im odpór z góry dawano.

Aż zdarzyło się jednego dnia, że Pan Gawain w pełnej zbroi na dobrym koniu i z włócznią potężną w dłoni przed bramę zamku wyjechał i wielkim głosem zakrzyknął:

— Gdzie jesteś, zdrajco nieszczery, Lancelocie? Dlaczego w norach, za murami, jak tchórz się ukrywasz? Wyjrzyj no tu, rycerzu zdradziecki, abym pomścił na tobie śmierć trzech braci moich.

Słyszał tę przemowę Pan Lancelot i wiedział, że tym razem wystąpić musi, inaczej na miano nikczemnego sobie zasłuży. Tedy uzbroiwszy się, jak należy, konia dosiadł, włócznię wielką wziął do ręki i za bramę wyjechał. Wtedy i oba wojska, oblegający i oblężeni, w porządku wielkim wystąpiwszy, naprzeciw sobie stanęły. A oba zarówno rozkaz były otrzymały, żeby w spokoju zupełnym na walkę tych dwóch szlachetnych rycerzy patrzeć.

A oni włócznie pochylili i jako piorun na siebie natarli. Pan Gawain włócznię swoją na drobne cząsteczki na zbroi Pana Lancelota połamał, ale sam nierównie silniejszy cios otrzymał. Z taką bowiem mocą Pan Lancelot uderzył, że konia Gawainowego z ziemi poderwał i padł rumak z rycerzem na ziemię. Wtedy obaj tarcze nastawili i pieszo walczyli na miecze, tak straszliwe ciosy zadając, że aż patrzących po jednej i po drugiej stronie dziw zdejmował.

Ale Pan Lancelot zarówno odwagę swoją, jak i zapał swój powściągnął i całej siły na obronę tylko zużywał. Tarczą się to tu, to tam przed przeciwnikiem zastawiając, ciosy jego odparowywał, zaś Pan Gawain ze wszystkich sił Pana Lancelota bić się starał. A razem z tym, jak złość i zawziętość w nim rosły, także i siła jego natarcia wzrastała. Toteż przez czas jakiś nie lada robotę miał Pan Lancelot, ażeby mu się nie dać powalić. Ale kiedy trzy godziny tak upłynęły i poczuł, że Pan Gawain największą siłę swoją osiągnął, wówczas powiedział:

— Widzę, żeś potężnie walczył, ale teraz czas, żebym i ja pokazał, co potrafię.