— O, Balanie, bracie mój, zabiłeś mnie, a ja ciebie zabiłem i cały świat szeroki będzie mówił o tym.

— Biada mi — Balan odpowie — że też nadszedł dzień nieszczęśliwy, kiedym mógł ciebie nie poznać. Tarczę obcą widząc, za obcego rycerza cię wziąłem.

— O, biada! — Balin jęknie. — Wszystko to za sprawą nieszczęsnego rycerza się stało, który mnie do zostawienia mojej tarczy namówił i obu nas do zguby przywiódł.

I zaraz potem zmarł Balan, po nim zasię o samej północy Balin. W jednym grobie ich pochowano, zasię pani zamku, z którego Balan wyruszył, rozkazała wyryć na grobie jego imię, a i to także wypisać, że z ręki brata zginął, ale nie znała ona imienia Balina. Nazajutrz przyjechał tam Merlin i złotymi literami na grobie dopisał: „Tu leży Balin Dziki, który cios fatalny włócznią uświęconą zadał”.

Niezadługo potem u króla Artura Merlin się zjawił i opowiedział mu o ciosie fatalnym, jaki Balin królowi Pellamowi był zadał, i o tym, jak to Balin z Balanem najwspanialszą, o jakiej tylko słyszano, walkę ze sobą stoczyli i jak ich obu w jednej pochowano mogile.

— Niestety — król Artur rzeknie — najżałośniejsza to opowieść, jaką mogłem usłyszeć, albowiem na świecie całym nie znałem takich dwóch jak oni rycerzy.

Tak kończy się opowieść o Balinie i Balanie, dwóch braciach w Northumberland70 urodzonych, obu rycerzach dobrych.

V. O szlachetnym Zakonie Okrągłego Stołu

Był Artur królem prawdziwie, ale wrogowie jego przez czas długi opierali się jego władzy prawowitej. Kiedy do Walii przybył, aby tam w mieście Karlionie się koronować, kazał przez heroldów swoich wielką ucztę na dzień Zielonych Świątek zapowiedzieć. Przybyło na tę ucztę sześciu królów tej krainy, a z nimi wielu ich rycerzy, myślał więc Artur, że pragną mu cześć okazać. Ale kiedy uradowany ich przybyciem, dary bogate im posłał, nie przyjęli tych darów królowie i powiedzieli, że za nic mają sobie upominki przysłane im przez gołowąse pacholę71 z niskiego pochodzące rodu. Nadto kazali wysłańcom Arturowi powiedzieć, że przyjdą sami złożyć mu upominek twardymi mieczami po karku, gdyż za hańbę mają sobie wielką, aby chłopię młodziutkie władało tak szlachetnym jak cała Walia królestwem.

Taką odpowiedź otrzymawszy, król Artur do potężnej twierdzy się udał, a z nim pięciuset luda dobrych rycerzy. Tu oblegało go sześciu królów, ale Artur i jego rycerze dosyć mieli broni i żywności. Wkrótce też i Merlin w twierdzy się pojawił i powiedział królowi, aby niczego się nie lękając, śmiało sobie z wrogami postąpił. „Gdyż — mówił on — chcąc czy nie chcąc, i tak ulec ci będą musieli”.