Tedy tarczę nadstawił i włócznię dobrą wziął w rękę. Potem obaj, rozpęd największy wziąwszy, starli się ze sobą i wzajem włóczniami w sam środek tarczy jeden drugiego ugodzili. Ale nie wytrzymała takiego uderzenia włócznia Pana Gawaina i pękła, a Pan Lancelot tak silnie koniem na konia Gawainowego natarł, że runął koń na wznak i Pana Gawaina pod sobą przygniótł.

Wiele biedy miał Pan Gawain, nim się spod konia wydostał. Zasię Pan Lancelot, stępa108 odjeżdżając, uśmiechnął się i powiedział:

— Niech Bóg da zdrowie temu, co tę włócznię zrobił. Nigdym jeszcze lepszej w ręku nie miał.

Wówczas czterej rycerze, razem się zebrawszy, jeden drugiego pocieszali.

— Co też powiecie na ów czyn? — Pan Gawain zapyta.

— Wielkiej to mocy człowiek, gdyż jedną włócznią wszystkich nas czterech obalił. Głowę sobie dam uciąć, że to Pan Lancelot. Po jeździe go poznaję.

XII. O tym, jak Pan Lancelot do Kaplicy Niebezpiecznej wszedł

Jednego dnia, kiedy Pan Lancelot długi czas głębokim lasem jechał, spostrzegł przed sobą stary dwór za mostem leżący. Tedy przez most ze starości zwątlały przejechał i do dworu wszedł, a tam w sali zobaczył leżące zwłoki rycerza, znacznego widać człeka. Zaraz też podeszła do Pana Lancelota pani jedna, ręce łamiąc i płacząc. I powiedziała mu:

— Ach, rycerzu, wielkiś mi ból sprawił.

— Dlaczego mi to mówisz? — Pan Lancelot zapyta — nigdym ja nic złego temu rycerzowi nie uczynił. Nie patrz więc na mnie srogo, piękna damo, gdyż przeciwnie, żal twój głęboki sercem tobą dzielę.