— Na wiarę moją! Wiem ja teraz dobrze, że niejeden z Arturowego dworu szwanku dozna, gdyż zbroja moja i koń mój wszystkich rycerzy zwiodą. Myśląc, że ze mną sprawa, śmiało stawać mu będą, zasię ja, jego zbroję i konia mając, w spokoju jechać mogę.

Niedługo też i Pan Kaj, gospodarzowi za gościnę podziękowawszy, odjechał.

I tak Pan Lancelot w głąb puszczy wjechał i tam w kotlinie czterech rycerzy z dworu Artura pod dębem stojących zobaczył. A ci Pana Lancelota dostrzegłszy, po zbroi sądząc, myśleli, że to Pan Kaj jedzie.

— Na wiarę moją — mówi jeden z nich, Pan Sagramur107 — wypróbuję ja Pana Kaja mocy. — I wziąwszy włócznię do ręki, do Pana Lancelota podjechał.

Pan Lancelot, który Pana Sagramura dobrze znając, wiedział, czego po nim spodziewać się może, tak silnie włócznią go ubódł, że i koń, i jeździec obaj na ziemię runęli.

— Patrzcie, towarzysze! — zawoła drugi (Pan Ektor to był). — Widzieliście kiedy cios taki! Roślejszy mi się zdaje od Pana Kaja ten rycerz. A teraz zobaczycie, co mu uczynić potrafię.

Pan Ektor, włócznię wziąwszy do ręki, galopem do Pana Lancelota podjechał. Dźgnął go Pan Lancelot włócznią tak silnie, że i tarczę, i ramię rycerza przekłuł. Wytrzymała ten cios włócznia Lancelotowa, zasię Pan Ektor z koniem na ziemię runął.

— Na wiarę moją — mówi trzeci z rycerzy, Pan Uwain — oto ci jest mocny rycerz! Pewien teraz jestem, że Pana Kaja on zabił. A i to widzę, że niełatwo mi będzie takiemu siłaczowi dorównać.

I włócznię w garść ująwszy, na Pana Lancelota ruszył. A znał go dobrze Pan Lancelot i na równym go spotkawszy, taki mu cios i swoją włócznią zadał, że doszczętnie go ogłuszył. I nie wiedział nawet Pan Uwain, gdzie się znajduje.

— Widzę teraz — mówi ostatni, Pan Gawain — że muszę się i ja z rycerzem tym potykać.