— Nie wart on — Pan Kaj rzecze — starań i kosztów takich, śmiem to bowiem twierdzić, że z podłego całkiem rodu musi ów młodzik pochodzić. Gdyby szlacheckim był synem, o konia by cię, a zbroję prosił. Zaś jaki człek, taka i prośba jego. A że imienia on nie ma, zwać go będę Beaumains, co Piękna Rączka znaczy, i do kuchni go posadzę, gdzie tłusty rosół co dzień pić będzie, aż, nim rok upłynie, jako wieprz karmny116 się utuczy.

Tak więc dwaj towarzysze młodzieńca odjechali, a on przy Panu Kaju został, który nie przestawał natrząsać się nad nim a drwinkować. Takie postępowanie marszałka rozgniewało Pana Gawaina i nie podobało się wielce Panu Lancelotowi. Prosił też rycerz Pana Kaja, aby drwinek swoich poniechał.

— Albowiem założę się — mówił — że młodzik ten nie byle kim się okaże.

— Żadną miarą tak być nie może — Pan Kaj odpowie — bo jaka prośba jego, taki i on sam jest.

I tak Pan Kaj Pięknej Rączce miejsce przy drzwiach w sieni wyznaczył, gdzie młodzian, wśród pacholąt służebnych zasiadłszy, smutno strawę spożywał.

Po skończonej uczcie Pan Lancelot do komnaty swojej go zaprosił, gdzie by do woli jeść i pić mógł, toż samo Pan Gawain uczynił, ale Piękna Rączka obu odmówił, niczego bowiem, jak powiadał, nie pragnął więcej, tylko to czynić, co mu Pan Kaj nakaże.

Co się Pana Gawaina tyczy, nie bez racji on Pięknej Rączce pomieszkanie, jadło i napitek ofiarowywał, gdyż bliższym mu był ten młodzian krewniakiem, niż to sam przypuścić mógł.

Ale to, co Pan Lancelot czynił, z dobroci jego wielkiej i dworności tylko płynęło.

Tak tedy umieszczono Piękną Rączkę w kuchni, gdzie z innymi kuchcikami miał nocleg. A w tej kuchni przez rok cały on wytrwał, zasię nigdy mężowi ani dziecku nawet się nie naraził, ale zawsze łagodny i posłuszny był. A kiedy tylko turniej jaki się na zamku odbywał, a miał Piękna Rączka sposobność po temu, to zaraz popatrzeć biegł. I gdzie tylko rycerze sztuk jakich dokonywali, w rzemiośle rycerskim się ćwicząc, tam już był i ni kijem, ni kamieniem nie zdołałbyś go dalej niż na dwie stopy odpędzić. Mawiał wówczas Pan Kaj rycerzom:

— I jakżeż wam się mój kuchcik udał?