To powiedziawszy, zbroję pośpiesznie wdział, obawiając się, aby kto nań z zamku nie wypadł, i konia dosiadł, Bogu dziękując, że mu z tej przygody cało wyjść pozwolił. Potem dalej za nowymi przygodami ruszył, dzikimi drogami jadąc poprzez bagna, lasy i doliny.

Na Zielone Święta dopiero do domu powrócił, a król Artur i dwór jego cały wielce się przybyciem rycerza uradowali. Bo zawsze co jakiś czas powracali na dwór królewski Arturowi rycerze, ci, co się z Panem Lancelotem potykali, ci, których on z niewoli wyswobodził, i ci, którzy o jego czynach wojennych słyszeli. A wszyscy o waleczności Pana Lancelota opowiadali. Toteż w owym czasie imię tego rycerza najsłynniejsze było spośród imion rycerskich na świecie całym i wielce Pana Lancelota poważali zarówno możni, jak i maluczcy.

XIV. O tym, jak kuchcik do znaczenia przyszedł

Jednego roku święto Zielonych Świątek obchodzono uroczyście w zamku i mieście, które w owych czasach Kink-Kenadon się nazywały. A leżało to miasto na piaskach, niedaleko Walii. Tam król Artur i wszystkimi rycerzami Okrągłego Stołu zjechał i jak co roku ucztę wielką wydawał. A właśnie kiedy ucztowali, weszło do sali dwóch ludzi, znacznych widać i bogatych. Wsparty na ich ramionach kroczył między nimi młodzieniec tak nadobnej i pięknej postaci, że urodziwszego odeń114 młodziana żaden z rycerzy nigdy jeszcze nie widział. O półtora stopy co najmniej obu swoich towarzyszy przerastał, szeroki był w barach, o rysach twarzy foremnych wielce, ręce zaś miał osobliwie duże i piękniejsze, niż kto kiedykolwiek oglądał. A zachowywał się on tak, jakby iść o własnych siłach ani też utrzymać się na nogach bez pomocy tamtych dwóch, co z nim byli, nie mógł. Ani słowa nie mówiąc, podprowadzili go wprost do wzniesienia, na którym król siedział. Wtedy ów młodzian, pacholę nieledwie, towarzyszy swoich puścił i wyprostowawszy się, z łatwością zupełną przemówił.

— Niech ci Bóg błogosławi, królu Arturze, i wszystkiemu godnemu rycerstwu Okrągłego Stołu. Przychodzę, aby cię o trzy prosić dary, a nie zamierzam ja bynajmniej o coś nierozsądnego cię prosić, o to tylko, czego mi możesz uczciwie i bez szkody dla siebie udzielić. A o pierwszy z tych darów dzisiaj już poproszę, zasię o dwa inne, kiedy rok od dnia dzisiejszego minie i znów wielką ucztę wydasz.

— Tedy proś — rzecze Artur — a będziesz to miał ode mnie.

— Taka jest więc prośba moja na dzień dzisiejszy, panie, abyś mnie przez rok cały żywił i poił do syta, po roku zaś o dwa dalsze dary się upomnę.

— Nie o wiele też prosisz — król mu rzeknie. — Będziesz miał jadła i napoju na moim dworze do syta, tego bowiem nigdy nikomu, ni przyjaciołom, ni wrogom nie odmawiam. Ale chciałbym wiedzieć, jak się zowiesz.

— Tego ci powiedzieć nie mogę — młodzian odpowie.

Zdumiał się król na odpowiedź taką, ale młodzieńca Panu Kajowi, który marszałkiem115 dworu będąc, pieczę miał nad kuchnią królewską, zaraz polecił, nakazując mu, aby przybysza dobrze przez rok cały karmił i poił, i o wszelkich potrzebach jego myślał, tak jakby o dziedzica wielkiego rodu chodziło.