— Dzięki — Piękna Rączka mu powie — a uczynisz to, kiedy cię zawezwę, abyś do pana mego, króla Artura, jechał. Tam z rycerzami swymi mu się poddasz i służyć mu odtąd będziesz.
I znów nazajutrz rano Pan Piękna Rączka z panną dalej pojechali, a po drodze nie przestawała mu ona jak najdotkliwiej przyganiać.
— Panno — Piękna Rączka powiada — nieuprzejmie to wcale z twojej strony, że mi tak przyganiasz, bowiem wydaje mi się, że ci wcale dobrą usługę świadczę. Zawsze też, ile razy przyjdzie mi się po drodze z rycerzem jakim potykać, klęskę mi wróżysz zawczasu, a owoż125 mimo twoich przechwałek nieprzyjaciele moi w pyle i błocie leżą. Proszę cię więc, przestań mi wreszcie przyganiać. Jeśli mnie kiedy pokonanym lub o łaskę proszącym ujrzysz, wówczas będziesz mnie mogła ze wstydem od siebie odpędzić. Teraz jednak wiedz, że od ciebie nie odjadę, gdyż głupcem chyba musiałbym być potężnym, aby cię opuścić, kiedy sławę przy tobie zdobywam.
— Niech tak będzie — panna odpowie — ale wkrótce już rycerz się zjawi, który ci za wszystkich zapłaci, gdyż największy to obok króla Artura rycerz.
— Im większy rycerz — Piękna Rączka na to powie — tym większa i dla mnie chluba, że się z nim potykać będę. A nie wątpij126, panno, że z łaską Boga tak rycerzowi temu stanę, że i dwóch godzin od południa nie minie, jak zwycięzcą będę. Wówczas dalej pojedziemy i nim słońce zajdzie pod zamkiem twojej pani, o siedem mil stąd odległym, staniemy.
— Dziwuję się — panna mu rzeknie — co też za człek z ciebie! Nie może być inaczej, tylko krew zacna w tobie płynie, nigdy bowiem żadna niewiasta rycerzem tak nie poniewierała, jak ja tobą poniewieram. A wszystkoś po rycersku i dwornie znosił, co dowodzi, że z wysokiego rodu pochodzisz.
A na to Piękna Rączka jej odpowie:
— Panienko, za nic ma sobie nieraz rycerz zachowanie, którego niewiasta żadna by nie zniosła. Nie mam ja do ciebie żalu za twoje słowa, im bardziej mi bowiem dopiekałaś, tym silniejszy gniew we mnie rósł, którym127 na przeciwnikach swoich mógł wyładować. I tak każde twoje słowo obelżywe do walki mnie podżegało i sprawiało, żem nad tym tylko przemyśliwał, jakby dowieść w końcu, kim jestem. Przypadkiem ja tylko w kuchni królewskiej się żywiłem, mogąc strawy mieć gdzie indziej do syta. A com zrobił, ażeby przyjaciół swoich doświadczyć, i czym128 jest szlachetnie urodzonym, czy też nie, toś mogła, panienko, oglądać. Szlachetniem ci służył, to przyznać musisz, a być może nim się z tobą rozstanę, nierównie większą jeszcze oddam ci przysługę.
— Niestety, zawiniłam — panna rzeknie. — Przebacz mi, miły Piękna Rączko, wszystko, com mówiła i czyniła przeciw tobie.
— Całym sercem ci przebaczam — odpowiedział. — A wiedz i to, że mile do mnie przemawiając, wielceś serce moje uradowała i wydaje mi się teraz, że nie masz takiego rycerza na świecie, któremu bym rady nie dał.