Zasię ten tak potężnie króla Bagdemagusa ugodził, że mu kolczugę przeszył i prawe ramię przebił. Bowiem tarcza, którą król Bagdemagus ze sobą był wziął, nie okrywała go wówczas wcale. Tedy, wysadzony z siodła, padł Bagdemagus na ziemię. A wtedy Biały Rycerz z konia zsiadł i białą tarczę pokonanemu zabrał, mówiąc:
— Rycerzu, sameś na siebie tę biedę ściągnął, bowiem tylko mąż, co nie ma równych sobie na ziemi, tarczy tej bezkarnie używać może.
Potem do giermka podszedł i powiedział:
— Zawieź tę tarczę do dobrego rycerza, Pana Galahada, któregoś w opactwie pozostawił, i pozdrów go ode mnie pięknie.
Ale giermek najpierw do Bagdemagusa podszedł i zapytał go, czy ciężką ranę otrzymał.
— Zaprawdę — Bagdemagus mu odpowie — dobrze będzie, jeśli żyw ostanę.
Wówczas giermek konia mu jego przyprowadził i z wielkim trudem rycerza do klasztoru jednego zawiózł. Tam zbroję rannemu zdjęto i na łożu go położono. Tu, w tym klasztorze, z ran się swoich król Bagdemagus leczył, a jako książka powiada, długo był chorzał i ledwo z życiem wyszedł.
Zasię giermek, do Galahada przybywszy, rzecze:
— Panie, ów rycerz, który Bagdemagusa ranił, pozdrowienie ci swoje przysyła i prosi, abyś tę tarczę nosił, a nie byle jakich czynów z nią dokonasz.
Powie tedy Pan Galahad: