— Bogu niech będzie chwała.

Potem zbroję podać sobie kazał, na konia siadł i Bogu się polecając, białą tarczę na szyi zawiesił. Tak wyruszył, zaś niedługo do pustelni dojechał, gdzie go Biały Rycerz oczekiwał. Wówczas jeden drugiego dwornie pozdrowił, a potem rycerz Panu Galahadowi o cudach tarczy opowiedział.

— Panie — mówił — kiedy Józef z Arymatei do Sarras przybył, był w tym mieście król jeden, Ewelakiem155 go zwali, który wielką wojnę z Saracenami prowadził. W Sarras to Józef tę tarczę króla Ewelaka sporządził na cześć Tego, który na krzyżu zmarł. A w Chrystusa uwierzywszy, Ewelak z tarczą tą nieprzyjacioły gromił. Do walki ruszając, tarczę zasłoną okrywał, gdy zaś niebezpieczeństwo wielkie mu groziło, wówczas tarczę odsłaniał, a wrogowie, ujrzawszy na niej postać Ukrzyżowanego, w popłochu pierzchali. Niezadługo potem Józef Sarras opuścił, zasię Ewelak towarzyszyć mu postanowił, choćby wbrew jego woli miał to uczynić. Tak razem tu, na ziemię brytańską, przybyli. Niewiele też czasu płynęło, jak Józef na łożu śmierci się znalazł. Wówczas prosił go Ewelak, aby mu jakąś pamiątkę po sobie zostawił, kochał był bowiem wielce starego rycerza, dla którego kraj rodzony porzucił. Wtedy Józef tarczę tę wziął i własną krwią krzyż na niej nakreślił. Taką Ewelakowi pamiątkę po sobie zostawił. I powiedział też wówczas, że po Ewelaku nikt tarczy tej nosić nie będzie do czasu, aż się rycerz Galahad na świecie pojawi, ostatni z Józefa rodu, i że wielkich czynów ów rycerz dokona, tarczę tę mając na sobie. A dziś właśnie nadszedł dzień przez Józefa wyznaczony, kiedy tarczę króla Ewelaka masz otrzymać.

Tak Biały Rycerz mówił, a kiedy wszystko to powiedział, zniknął, zaś Pan Galahad z giermkiem do opactwa zawrócili.

XXI. O Panu Galahadzie w Zamku Dziewic

W opactwie powitano Pana Galahada z radością wielką. Tam też rycerz noc spędził. Nazajutrz giermkowi, który mu tarczę krzyżem znaczoną przywiózł, godności rycerza udzielił. Wtedy o imię go zapytał i o to, z jakiego rodu pochodzi.

— Panie — giermek odrzeknie — Meliasem z Lile mnie zwą, duńskiego króla jestem synem.

— A więc, miły panie — Pan Galahad mu powie — ponieważ ze szlachetnego rodu pochodzisz, bacz, abyś godności rycerza w niczym nie uchybił, gdyż zwierciadłem cnót rycerskich być winieneś.

— Prawdziwie, dobrze rzekłeś, panie — Melias odrzeknie. — Przecie, skoroś mnie rycerzem uczynił, z prawa mi się należy, abyś pierwszej mojej godziwej prośbie nie odmówił.

— Prawda to — Pan Galahad przyzna.