— O, miły rycerzu, miej ty litość nade mną i nad bratem swoim. Zabijając go, śmiertelny grzech popełnisz, czego tym bardziej żałować by wypadło, że jednym z najzacniejszych na świecie rycerzy on jest i jednym z najbardziej krzepkich.
— Tak mi dopomóż Bóg — Lionel zawoła — jeśli stąd, panie księże, nie uciekniesz, ciebie zamiast niego zabiję.
— Prawdziwie — starzec odpowie — wolej byś mnie zabił, albowiem życie tego rycerza dwa razy więcej niż moje jest warte.
— A więc zgoda — Lionel powiada i miecz chwyciwszy, tak nim pustelnika uderzył, aż zwisła do tyłu odcięta głowa.
Ale i to nawet nie powstrzymało Lionela od chęci zbrodniczej. Znów za hełm Pana Borsa ujął i sprzączki jego odpinał, aby głowę bratu odrąbać. I niechybnie byłby go zabił, ale Bóg to zrządził, że Pan Kolgrewans175, rycerz Okrągłego Stołu, tamtędy nadjechał. I zobaczył przybyły najpierw starca zabitego, potem, jak Lionel brata swojego zabija. A znał Pan Kolgrewans i miłował wielce Pana Borsa. Tedy z konia zeskoczył i Lionela za ramiona chwyciwszy, od Pana Borsa odciągnął, mówiąc:
— Lionelu, chcesz brata swojego zabić, jednego z najzacniejszych na świecie rycerzy? Na to żaden ludzki człek nie pozwoli.
— Co? — Pan Lionel zawoła. — Chcesz mi w tym przeszkodzić? Jeśli się do naszej zwady mieszać będziesz, zabiję i ciebie, a jego potem.
I znów z mieczem wzniesionym do Pana Borsa skoczył i byłby mu głowę rozpłatał, ale Pan Kolgrewans pomiędzy nimi stanie i powiada:
— Jeśli raz jeszcze ośmielisz się to uczynić, ze mną będziesz miał sprawę.
Wówczas Pan Lionel do walki stanął i potężnym ciosem Pana Kolgrewansa po hełmie uderzył. Zasię Pan Kolgrewans miecz z pochwy wyrwał, a że tęgim176 był rycerzem, bronił się mężnie. Tak długo trwała ich walka, że wreszcie Pan Bors, z omdlenia się ocknąwszy, z trudem głowę uniósł. I zobaczył, jak dobry rycerz, Pan Kolgrewans, z bratem jego o jego sprawę walczy. Wówczas zasmucił się wielce i zatrwożył i chciał wstać, ażeby ich rozdzielić. Ale sił tyle w sobie nie znalazł, żeby się na nogach utrzymać, i z ziemi patrzeć musiał, jak Panu Kolgrewansowi coraz to gorzej się wiodło, gdyż Pan Lionel nader zręcznym był szermierzem i do tego zuchwałym wielce. Niczego się też już nie mógł Kolgrewans spodziewać prócz śmierci, kiedy ujrzał, jak Pan Bors powstać usiłuje. Tedy zawoła: