Ujrzawszy, że brat jego żyje, Pan Bors tak mu się uradował, że aż dziw brał na samo radości tej opisanie. Potem z konia zsiadł i powiedział:
— O, miły, słodki mój bracie, kiedyś tu przybył?
Zasię Lionel, na Borsa spoglądając, mówi:
— Ach, Borsie, nie masz się co tak miłością braterską chwalić. O mało, a byłbyś do śmierci mojej dopuścił. Kiedyś widział, jak dwóch rycerzy ze sobą mnie wlekło, jak mnie bili, tyś mnie niebezpieczeństwie śmiertelnym zostawił, ażeby pannie z pomocą śpieszyć. Nigdy jeszcze dotąd brat bratu takiej nieszczerości nie okazał. A nie inna też odpłata za ten czyn twój niegodny, tylko śmierć z mojej ręki ciebie czeka, dobrześ sobie bowiem na nią zasłużył. Odtąd też na baczności się miej, a wrychle173 ci to będzie potrzebne, skoro tylko za broń pochwycę.
Kiedy pojął Pan Bors, że brat jego naprawdę takim gniewem przeciw niemu zapłonął, na ziemi ukląkł i o litość zawołał. Obie ręce do Lionela wyciągnął i prosił go, aby mu jego winę darował. Ale Lionel litości mu nie okazał i Bogiem się klął, że brata swego zabije. Zaraz też po konia swego poszedł, a dosiadłszy go, do Borsa podjechał i mówi:
— Strzeż się mnie, Borsie, albowiem tak z tobą postąpię, jakbym ze zdrajcą wiarołomnym postąpił, ty, rycerzu najbardziej nieszczery, jaki kiedykolwiek z zacnego domu ojca naszego, króla Borsa z Ganisu174, wyszedł.
Widząc, że musi śmierć ponieść albo z bratem swoim walczyć, Pan Bors nie wiedział, co począć. Wówczas poradziło mu serce, ażeby walki nie przyjmował, tym bardziej że Lionel starszym bratem mu przypadał, tedy winien mu był Pan Bors poważanie. Ukląkł więc znowu u nóg Lionelowego konia i powiedział:
— Miły, słodki bracie, miej litość nade mną i nie zabijaj mnie. Wspomnij na wielką miłość, która nas obu łączyć powinna.
Ale Lionel nie zważał na to, co Pan Bors mówił, bowiem diabeł wolę jego opętał i do bratobójstwa go pchał. Toteż kiedy zobaczył, że Pan Bors pojednania tylko pragnie i do walki nie stanie, na klęczącego koniem ruszył. A tak silnie koń Pana Borsa kopytami stratował, że rycerz z bólu omdlał.
Ujrzawszy to, Lionel z siodła zeskoczył, ażeby głowę Panu Borsowi uciąć. Za hełm leżącego chwycił i byłby mu go z głowy zdarł, gdyby w tejże chwili pustelnik nie nadbiegł, świątobliwy i stary wielce. A słyszał on był każde słowo, które między braćmi padło, i Pana Borsa ciałem swoim zasłonił. Potem do Lionela powiada: