— Kto tu był u ciebie? — krzyknął zirytowany.

— Co to ma znaczyć? — odparła niewinnie. — Nie poznaję cię wcale.

— Zaraz mnie poznasz — odparł i brutalnie odsunąwszy żonę, wpadł jak bomba do sypialnego pokoju. Oczy jego natknęły się na otwarte okno: na parapecie stały w nieładzie rozsunięte wazony.

— Kto wyskoczył oknem? — zawołał.

— Nikt — wykrztusiła i wybuchła spazmatycznym płaczem.

Trzasnął drzwiami i wpadł do kuchni. Nie wiedząc, co robi, chwycił służącą za gardło.

— Mów mi zaraz, kto był u pani!... Tyś ich ostrzegła. Gadaj, bo cię uduszę...

— Puść pan!... Puść!... Wszystko powiem!

Puścił służącą, oddychając ciężko. Ciemno mu się zrobiło w oczach, że musiał oprzeć się o ścianę.

— Kozak był u pani — wyrzuciła służąca ironicznie.