— Byłem wielkim egoistą... Chciałem biedną dziewczynę otumanić tytułem inżyniera. Biedna Marusia... — krzyczał. — Zamordowałem ciebie... Siebie unieszczęśliwiłem.... Jaka głupia jest miłość.

Był tak zajęty myślami, że nie usłyszał, jak drzwi się otworzyły.

— Tak... Tak... Bardzo głupia miłość — potwierdził wchodzący.

Stary Herszełe zawstydził się, gdy zauważył przybyłego. Zawołał:

— „Lipa”!...

— Tak, ten sam. Jak żyjesz, brachu?...

— Dzięki Bogu, nieźle. A ty?

Dłuższą chwilę spoglądali na siebie przyjaźnie, po czym „Lipa” zawołał:

— Jak długo nie widzieliśmy się już?

— O, już od dawna. Ale chodź no bliżej, siadaj na łóżku.