Znów zmierzyli się wzrokiem.
— Źle wyglądasz. Gdyby nie twoje duże, czarne oczy, nie poznałbym cię, „Lipa”.
„Lipa” usiadł i rozglądał się po pokoju. Stary uśmiechnął się smutno.
— Jak podoba ci się mój pałac?... Mieszkam jak w raju. Patrz, nawet kraty kazałem wmurować sobie w małe okienko.
— Po co ci to?
— Tak sobie. Z tego świata już nie chcę korzystać.
— Źle robisz jednak, że tak zaniedbujesz się. Wyglądasz strasznie, przyjacielu.
— Dobrze mi tak, jak jest. Długo już i tak nie wytrzymam. „Zakituję” lada dzień i chcę się przyzwyczaić do grobu.
— Ten sam filozof z ciebie co dawniej — zauważył „Lipa”.
— Tak. Tylko w innym kierunku, przyjacielu.