„Lipa” pokiwał współczująco głową. Stary zauważył to i zawołał:
— Tylko nie lituj się, proszę, nade mną. Żyję, jak chcę, i nikomu nic do tego. Człowiek, który złego nie czynił, nie potrafi odróżnić dobrego od złego. Dobre uczynki może spełniać tylko taki człowiek, który wpierw czynił źle. Ja dwojako już próbowałem, dlatego jestem zadowolony z mojego losu i nie narzekam.
— To ci dobrze, jeżeli tak się zapatrujesz na życie.
— A tobie źle?
— Bardzo źle... — odparł smutno „Lipa”.
Stary przytaknął głową i rzekł:
— Słyszałem... „Klawy Janek” chce cię uhonorować i zostać twoim zięciem. Wszystkiemu sam jesteś winien, stary grzeszniku. Najwyższy czas, abyś zupełnie zerwał z dawnym życiem. Po co ci ten kabaret? Nie rozumiem, dlaczego utrzymujesz jeszcze kontakt.
— A ty? — uśmiechnął się „Lipa”. — Też nie możesz całkowicie zerwać z tym życiem.
— Ja? — krzyknął stary. — Muszę życie zakończyć między tymi ludźmi. Moim zdaniem są to najnieszczęśliwsi z nieszczęśliwych. Kto będzie im służył radą w dobrym kierunku, jak nie stary Herszek. Nasz chłopak nigdy nie będzie miał tyle zaufania do frajera, by szczerze wyznać wszystko, co mu dolega. Ale ty to co innego. Sam niby to nie grzeszysz, a czerpiesz zyski z grzechów innych.
„Lipa” zawstydzony opuścił głowę.