— Porozumiemy się, brachu; nie jest jeszcze tak źle. Moja rada jest taka: zmykaj z Warszawy póki czas, a córka, jak zobaczy, że zerwałeś z tym światem, sama wróci do ciebie.

— Już kilka dni upłynęło, jak jej nie ma. Oszaleję chyba. Bez niej życie nie przedstawia dla mnie żadnej wartości.

— Forsy dużo miała ze sobą?

— Właśnie o to chodzi, że nie miała ani grosza. Nie rozumiem, jak można sobie poradzić, nie mając wcale gotówki.

— Uczciwi ludzie nigdy nie mają forsy, a jednak żyją — odparł Herszek.

— Dowiedziałem się nawet poufną drogą, że została aresztowana podczas obławy i co mnie najbardziej dziwi, została natychmiast zwolniona.

— Bardzo proste. Nie zareklamowała się jako twoja córka, więc ją zaraz puścili.

— Obawiam się, żeby nie popełniła samobójstwa — zawołał zrozpaczony Stasiek.

— Głupstwo. Obawiasz się raczej, żeby nie wpadła w szpony „Klawego”.

— Do tego na pewno nie dojdzie. „Klawy” wygłupił się swoją spowiedzią przed nią. Ona teraz czuje do niego prędzej wstręt niż jakieś uczucie.