Kobiety zamieniał jak rękawiczki. Wiele z nich kochało go, ale on — żadnej.
Były tylko dwie kobiety, które pozostawiły po sobie niezatarte wspomnienia. Okoliczności, które były związane z tymi romansami, przyczyniły się, by przypomniał je sobie.
Jedna z tych kobiet była właśnie żoną naczelnika. Niebrzydka „sybiraczka”, której zawdzięczał wolność, dała mu odczuć w wiecznie nienasyconych ramionach gorsze więzienie niż to, z którego dopomogła mu uciec.
Z drugą kobietą zetknął się zupełnie przypadkowo. Poznanie to było tak romantyczne, że warto o tym wspomnieć.
Wypadek ten miał miejsce, kiedy pewnego razu musiał wiać z Belgii do Berlina. Był wówczas goły jak święty turecki. Toteż nie mając innego wyjścia, postanowił jeszcze tej nocy zrobić „początek”. Wolał sam zaryzykować, niż zdać się na łaskę swoich niepewnych wspólników.
Willę, która mu wtedy wpadła w oko, postanowił za wszelką cenę „zrobić”. Cały jego majątek składał się z kilku precyzyjnych przyborów marnego „klawisznika”.
Przekonany, że „pana nie ma w domu”, przystąpił bez namysłu do dzieła. Rozpoczął już śmielej badać obiekt swego zainteresowania.
Silny mróz popędzał go i naglił, by nie próżnował. „Łysy” jakby na złość oświetlał willę i kłuł promieniami prosto w twarz. Postanowił jednak dłużej nie czekać, aż go „łysy” „zakapuje”. Zręcznym ruchem „skluczył” drzwi prowadzące do długiego korytarza.
Chwila niepewności, po czym wsunął się śmiało po schodach na górę. Przydał się teraz księżyc, który wylazł z kryjówki i oświetlił ciemny korytarz. Elektrycznej lampki, bez której ludzie nocy nie mogą się obejść, nie miał tym razem do dyspozycji. Po omacku pchnął pierwsze drzwi wiodące do jednego z pokojów.
Stanął od razu jak wryty. Młoda dziewczyna siedziała w pozycji półleżącej na łóżku, czytając książkę. Wybałuszyła parę zdziwionych oczu i miękkim głosem rzekła: