— Pan się widać pomylił.

Janek momentalnie zorientował się w sytuacji.

— Owszem, pomyliłem się. Bardzo przepraszam, że przeszkodziłem; mieszkam w drugim pokoju.

Tym się sam zasypał: przez ścianę mieszkała koleżanka dziewczyny. Dom ten mieścił internat dla niezamożnych studentek.

Studentka odrzuciła książkę i skoczyła na równe nogi.

— Co pan za jeden?...

— Ja, ja... — wybełkotał Janek, pokazując jej palcem usta, by milczała.

Dziewczyna stała przestraszona i zdziwiona zarazem. Jego przedziwne zachowanie się odniosło ten skutek, że pary z ust nie wypuściła. Janek, wykorzystując ten moment, cofał się w tył28. Pewny uśmieszek uwodziciela igrał na jego ustach. Po chwili jednak zrobił krok naprzód, by ująć śmiałą dziewczynę za rękę. Zdziwił się, gdy na jego odruch nie zareagowała.

— Kim pan jest?... Czego pan tu chce?... — szepnęła przerażona, patrząc mu prosto w oczy.

— Cicho sza... Jestem włamywaczem, zwyczajnym złodziejem, moja piękna dziewczynko... Jednak nic złego pani nie uczynię. Już zmykam, tylko proszę nie krzyczeć!... Błagam o to...