Słowa te wywarły niespodziewany dla niego skutek. Dziewczyna nie tylko, że nie krzyczała, ale zaprosiła go, by siadł, przymykając drzwi na klucz.

Dłuższą chwilę przyglądali się sobie, po czym dziewczyna odważnie zawołała:

— Niestety, nie będzie pan mógł u mnie korzystać ze swego talentu. Nie ma po prostu co kraść — roześmiała się dobrodusznie.

Janek już pewniejszy siebie, widząc, że trafił na wyrozumiałą kobietę, odparł:

— Zabłądziłem tu przypadkowo. Już od dłuższego czasu mam pecha. Podziwiam odwagę pani. Inna na miejscu pani narobiłaby hałasu, by zwabić policję.

— Skąd ta pewność, że tego nie uczynię? Niech no pan spróbuje tylko źle się zachować — uśmiechnęła się.

— Dla pięknych pań zawsze żywię uczucie szacunku — odparł zuchwale.

— Bez komplementów, proszę. Nie udało się panu okraść mieszkania, próbuje pan szczęścia w innym kierunku.

— Niestety, mam już taki zwyczaj — uśmiechnął się z łobuzerska. — Kiedy jestem w obcym mieszkaniu i nie udaje mi się czegoś zabrać, doznaję wrażenia, jakbym tam coś swego zostawił...

Dowcip tak się spodobał naiwnej studentce, że usiadła swobodnie, zarzuciwszy nóżkę na nóżkę. Janek nabrał odwagi i zaatakował ją z miejsca.