Błąkając się alejami, wiele przemyślała. Nie była zdecydowana jeszcze, dokąd ma się udać; była atakowana przez różnych eleganckich panów. Poczuła żal do tych panów, którzy na pewno nie należeli do świata „Klawych Janków”. Wiedziała, że mężczyźni ze świata podziemnego nie atakują z zasady nawet zawodowych prostytutek na ulicy.

Była bliska płaczu, kiedy w późnych godzinach wieczornych wstąpiła do pierwszorzędnej cukierni na szklankę herbaty. Oczy obecnych mężczyzn jak na komendę strzeliły w jej kierunku. Odważniejszy przysunął się nieznacznie do jej stolika i próbował różnymi sposobami nawiązać rozmowę.

Długo nie dali jej tam usiedzieć. Nie mogła znieść tych zwierzęcych zmysłowych oczu. Było już po północy, kiedy wyszła z lokalu i wpadła w oczy przechodzącego policjanta. Stróż bezpieczeństwa przekonawszy się, że z tą kobietą nic się nie da zrobić... zatrzymał i dołączył do aresztowanych z obławy.

Zwolniona przez komisarza Żarskiego chciała wrócić do domu. Jednak nogi poniosły ją w innym kierunku. Szukała Janka. Błądziła po różnych melinach. Daremnie dopytywała się o ukochanego. Janek wpadł niby kamień do wody.

Obawiała się zetknąć z ojcem. Wiedziała, że on ją poszukuje. Wstydziła się przed nim, że po tym wszystkim, co Janek jej wyznał, śmie go jeszcze poszukiwać.

Oszczędności, które bez wiedzy ojca posiadała, były na wyczerpaniu. Miała co prawda na palcu brylantowy pierścionek — dar imieninowy od ojca. Żal jej było spieniężyć ten upominek.

Najwięcej cierpiała z powodu prześladowań mężczyzn. Świdrowali ją taksującymi spojrzeniami. Umizgali się do niej jak oswojone psy, które poczuły tłusty ochłap. Nawet w pierwszorzędnym hotelu, gdzie zamieszkała, nie doznawała spokoju. Zapraszali kolejno na kolację, spacery, na „pół czarnej”, do kina i teatru.

Poczuła niepohamowany wstręt do tych wyfrakowanych mężczyzn. Podsłuchała rozmowę portiera z jednym z najbardziej natrętnych wielbicieli.

— Jak ja panu mecenasowi mówię, to murowane. Dziś w nocy dostarczę ją panu. Dobrze znam te samotne kobiety. One specjalnie lokują się w drogim hotelu. Wiedzą o istnieniu u nas „tłustych” gości. Chcą zarobić, panie mecenasie...

Krew uderzyła jej do głowy, słuchając, jak kupczą jej osobą. Chciała otworzyć drzwi i napluć w nalaną twarz pana mecenasa i jego stręczyciela. Opanowała się jednak, myśląc z goryczą, jak ludzie mogą uważać ją za taką...