— O nie! Chciałbym tylko być tak niewinny, jak ty jesteś, kochana.
Dłuższą chwilę kroczyli obok siebie w zamyśleniu. Aniela przystanęła i zawołała smutnym głosem:
— Co masz zamiar robić ze sobą?
— Chodź, droga, uciekniemy w świat, gdzie oczy poniosą. Urządzimy się tam, gdzie nikt nie zna mojej przeszłości. Zapomnimy, co było, i rozpoczniemy nowe życie. Będziemy razem szczęśliwi... bardzo szczęśliwi...
Aniela spuściła głowę, a dwie wielkie łzy stoczyły się po jej przybladłych policzkach. Janek zauważył to i zrozpaczony wybuchnął:
— Nie płacz! Nie mogę znieść twoich łez. Rzucę się pod pierwszy lepszy tramwaj.
— Jakam nieszczęśliwa — wybuchnęła Aniela płaczem, chwytając go za rękę.
— Ciszej. Ludzie patrzą na nas. Zapominasz, że znajdujemy się na ulicy.
Zatrzymał nadjeżdżającą taksówkę. Aniela zajrzała mu badawczo w oczy, kiedy niemal gwałtem wepchnął ją do taksówki.
Przytuliła się do niego w pełni zaufania, jak jeszcze nigdy. Wyczuła kobiecym instynktem, że prowokuje go; jednak zanadto go kochała, aby mogła się opanować.