— Uparłeś się, to trudno — zawołał urażony Antek.

— Szkoda czasu! — zawołał Janek i zbliżył się do Anieli.

— Najlepiej będzie na Pradze — wołał za nim Antek. — Wiesz już u kogo...

— Dobra! — rzucił Janek, nie obejrzawszy się za sobą. Ujął delikatnie Anielę pod rękę i skręcili w boczną ulicę.

— Dokąd mnie prowadzisz? — Przytuliła się do niego zawstydzona.

— Sam nie wiem — uśmiechnął się Janek.

— Nie boisz się wałęsać ulicami?

— Naumyślnie to robiłem. Życie moje nie ma wartości bez ciebie. Jakby na złość policja mnie nie dostrzega.

Aniela spojrzała mu badawczo w oczy.

— A teraz także chcesz wpaść w ich ręce?