— Tak, tak, uczciwie... To słowo brzmi dla mnie jak legenda.

— Ja uczynię ciebie najuczciwszym człowiekiem pod słońcem. Przysięgam, że moja miłość tego dokona. Zawsze będę tylko twoja...

Janek musnął jej włosy wargami i odparł filozoficznie:

— Nie przysięgaj, moja droga. Los jest od nas silniejszy. Najpotężniejszy z wszelkich uczuć ludzkich.

Przez na wpół zasłonięte okno wdzierało się do pokoju blade światło ulicznych lamp. Różowa bladość padała na twarz Anieli, co dodało jej jeszcze więcej uroku. Oczy świeciły się jak dwa brylanty. To wszystko podniecało Janka.

— Zdejm płaszcz, proszę cię... — zawołał błagalnie, obejmując ją wpół.

Aniela delikatnie wyrwała się, ściągając brwi.

— Zapominasz się, Janku.

— Idź sobie! Idź! Nie męcz mnie!... Przestaję panować nad sobą. Twoje spojrzenie pali mnie jak żarzący węgiel. Doprowadzasz mnie do obłędu.

— Opamiętaj się, Janku! Musisz przywyknąć do opanowywania złych skłonności. Będzie to dla mnie najpewniejszą gwarancją, że się nawrócisz.