Słowa dotrzymał, nie mógł jednak zupełnie zerwać z przeszłością; ciągnęło go do swoich. Żeby nie zatracać zupełnie kontaktu, założył wytworną restaurację-melinę i wsławił się tym wśród ludzi nocy jako człowiek o żelaznym, prawdziwie złodziejskim charakterze, człowiek, który umie trzymać język za zębami, a usta na kłódkę.
Jego zewnętrzny wygląd pozwolił mu obracać się w najlepszych sferach. Nikt nie śmiał posądzać go o przynależność do ludzi podejrzanej konduity. Krótko podstrzyżona „szpicbródka” i siwiejące włosy na skroniach upodabniały go do barona austriackiego. Opanowany w ruchach, o czarnych, przenikliwych oczach, ze złotymi binoklami na orlim nosie przypominał każdego, tylko nie Staśka Lipę, człowieka spod ciemnej gwiazdy.
Piękna prezencja, jaką obdarzyła go natura, i znajomość obcych języków ułatwiały mu w ułożeniu eleganckiego życia. Pieniędzy nie brakło mu nigdy, miał ich tyle, ile tylko złodziejska dusza zapragnęła.
W więzieniu siedział krótko. Umiał zawsze usunąć się w porę. Był taki pewny siebie, że nawiązywał nawet znajomości z przedstawicielami sprawiedliwości rosyjskiej; policmajster i naczelnik odesskiego ssysknowo otdelenia8 działali nieraz pod jego wpływem. Na Mołdowance było tajemnicą publiczną, że w jego domu odbywają się przyjęcia, gdzie szampan i ładne dziewczynki dopomagają blatować9 opornych.
Stasiek Lipa miał wielkie zasługi w świecie podziemnym, z których był dumny: niejednego „swojego” wyciągnął z katorgi; ci, których w całej Rosji poszukiwano na mocy listów gończych, melinowali10 właśnie u niego. Pod jego troskliwą i czujną opieką nie obawiali się policji.
Opowiadano sobie z ust do ust o jednym takim wypadku, wychwalając rozum i takt Lipy.
Pewnego dnia naczelnik ssysknowo otdelenia zastał u Lipy znanego międzynarodowego kasiarza nazwiskiem Gruczkow, za głowę którego wyznaczono wielką nagrodę. Policjanci dobrze znali z fotografii Gruczkowa. Nic więc dziwnego, że poznał go i naczelnik.
Stasiek Lipa nie stracił się; bez słowa wyjął złotą papierośnicę wysadzoną brylantami i podał naczelnikowi.
— Kolega Gruczkow wręcza za moim pośrednictwem ten prezent panu naczelnikowi, aby był łaskawy o nim zapomnieć.
Gruczkow ukłonił się elegancko, dodając cynicznie: