— Jestem pewien, że pan naczelnik będzie zadowolony z zaszczytu poznania mnie osobiście. Radzę też przyjąć ten skromny upominek. Sądzę bowiem, że lepiej przyjąć złotą papierośnicę niż kawałek ołowiu z mojego rewolweru.
Powiedziawszy to, począł bawić się od niechcenia browningiem, uśmiechając się pod nosem.
Stasiek Lipa roześmiał się na głos, starając się wszystko obrócić w żart:
— Kolega Gruczkow jest dowcipny... Proszę pana naczelnika do stołu. Zdaje się, że wszystko już jest w najlepszym porządku.
Po tych słowach wsunął mu bezceremonialnie papierośnicę do kieszeni. Naczelnik zmieszany i niezdecydowany nie oponował.
Ze strachu wypił nawet za zdrowie Gruczkowa...
Gruczkow wstał od stołu, ukłonił się szarmancko, po czym zwrócił się do naczelnika:
— Radzę panu strzec mego upominku koleżeńskiego; obawiam się, że moi koledzy zechcą spróbować szczęścia u pana naczelnika.
Roześmiał się na głos i poklepał osłupiałego naczelnika przyjacielsko po ramieniu.
— Dziękuję jeszcze raz za dotrzymanie mi towarzystwa! — Ukłonił się po raz wtóry i znikł.